..........walizka pełna sprzeczności..........

się napisało

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec


odwiedzili


Linki

ciepło
aksamit

podglądam
spas
makatka
mysli-kochliwe
januszkiewicz
wamp
blog króla podwórek
sodz

artyzmaty
dystans
goro

blog.pl

Info:
walizka by Balar
ławka by Michelle







2010-02-09 14:58:06

obłęd


mam już trochę dość swojego rozkojarzenia :( Ostatnie 15 minut spędziłam krążąc po domu w poszukiwaniu okularów. Metodycznie po kilka razy odwiedzałam miejsca, w których ostatnio się kręciłam i sprawdzałam wszystko - łącznie z szufladą na bieliznę. Kiedy zrezygnowana wróciłam do biurka, okazało się, że one tam grzecznie leżą. Ile razy patrzyłam na nie w ciągu ostatniego kwadransa? 5? 10? 20?...

Ciężko mi rozmawiać z ludźmi, bo myśli uciekają na wszystkie strony. Gubię słowa, zawieszam się, gubię myśli i wątki. I dodatkowo stresuje mnie obraz wysiłku na twarzach moich rozmówców...

Samą siebie przeszłam chyba tydzień temu, wyjeżdżając na szkolenie. Wychodzenie z domu zajęło mi godzinę! niezliczoną ilość razy wracałam się po zapomniane przedmioty i sprawdzałam, czy kot ma zapas jedzenia, a kurki są pozakręcane. Jak już byłam spakowana i "gotowa" do wyjścia, przez skype poinformowałam dziewczyny, że zaraz wychodzę. Co prawda umawiałyśmy się, że będąc już w samochodzie zadzwonię, żeby wychodziły. Jednak one się pospieszyły i na moje hasło "gotowa do wyjścia" same wyszły z domu. I potem sierotki czekały na mnie dobre pół godziny na mrozie, bo ja w tym czasie wracałam, szukałam i sprawdzałam....

Podobno magnez pomaga na koncentrację. Nie mi - łykam 6 tabletek dziennie i nie widzę żadnego wpływu na przepływ informacji między moimi komórkami mózgowymi...


skomentuj (0)





2010-02-09 11:12:15

przemiany czasu


Przeszłość wraca do nas pod różnymi postaciami. Ewoluuje, odsłania nowe oblicza, buduje to, co jest i to, co będzie. Gdzieś to wszystko się zapętla ze sobą i nie ma co przed tym uciekać.

Ostatnio wróciło do mnie imię z mojego dzieciństwa. Tylko jedna osoba tak do mnie mówiła i - jeśli dobrze pamiętam - uwielbiałam to. Bo to było szczególne i wyjątkowe. Potem miękkie i jasne wyobrażenia zamieniły się w koszmar codzienności. Imię zniknęło z mojego życia, a człowiek, który je wymawiał, został przeze mnie znienawidzony i odrzucony.

Wielu rzeczy nie potrafiłam mu wybaczyć i zapomnieć. Dopiero niedawno rozpoczął się proces pojednania. Może pomogła w tym jego śmierć, która uwolniła mnie od konfrontacji i - być może - kolejnego rozczarowania? Dziś umiem mu współczuć, wyobrazić sobie, jak musiał cierpieć i jakie brzemię nosił do końca. Zobaczyłam w nim nieszczęśliwego, zagubionego człowieka. Pamiętam, jak płakałam nad jego grobem i jak te łzy rozpuszczały resztki skorupy mojej złości i żalu.

Całe życie ciągnęło mnie do blondynów. I nagle ciach - padło na bruneta o zielonych oczach. Nie widziałam wcześniej podobieństwa, dopiero ktoś zwrócił moją uwagę na kilka szczegółów. Można o tym dyskutować - doszukiwać się podobieństw lub im zaprzeczać. Ciekawsze chyba, że ten Mój mężczyzna mówi do mnie tak, jak tamten. Odkurzył imię, które może jeszcze gdzieś zachowało się na zapomnianych pocztówkach. I to się przyjęło. Coraz więcej osób tak mnie nazywa, nawet moja mama...

A nasze dziecko? wcale nie zdziwię się, jeśli urodzi się tego samego dnia, co on.

Przypadek? Może, tylko czemu sam z siebie układa taką układankę?


skomentuj (0)





2010-02-02 16:29:36

bu, bu, bu :(


mam już dość tej zimowej atmosfery. Nie chce mi się wychodzić z domu. Dziś miałam iść na ćwiczki i do AM. I co? Rano nie poszłam, bo zaspałam. Żeby zdążyć na popołudniowe, powinnam za pół godziny wyjść z domu, a tu jeszcze tyle roboty i bałagan. Jutro na jogę też nie dojadę. A moje plecy krzyczą DOŚĆ i mają dość. Tylko jak tu wyjść z domu w taką pogodę i po ciemku?

Wczoraj pojechałam na pocztę pomóc Karolinie z paczkami. Efekt?
1) zderzak rozwalony o samochód, którego nie zauważyłam na parkingu. Na szczęście ucierpiał tylko Ziutek
2) wywróciłam się (na szczęście tylko na tyłek) na śliskiej drodze
3) zakopałam się w śniegu - tu znowu szczęście, bo trafił się facet w jeepie z łopatą i liną. Najpierw próbował odkopać, w końcu wyciągnął sierotkę.

Gros jak to usłyszał, zakazał mi wsiadać do samochodu i w ogóle wychodzić z domu. Przynajmniej nie będzie gnębił, że mam gdzieś wyjść ;)

Na pocieszenie postawiłam sobie na biurku tulpeny, które dostałam w sobotę od Moniki - kochana, przyniosła mi trochę wiosny :) Udajemy więc, że jest kwiecień.

Dobra, idę zjeść i ogarnąć chałupę. I może jednak się wywlekę na te ćwiczki...


PS. Poszłam i znowu było wspaniale :) Fajnie jest się poruszać i pobujać trochę na piłce. A bąbel jak się rozkręcił od tego bujania :)


skomentuj (0)





2010-01-30 14:20:54

odmieniec


czasem, kiedy mówię innym o swoim podejściu do ciąży i porodu, mam wrażenie, że ich zdaniem przesadzam. Co w tym wielkiego? I po co tak pieścić się z tym wszystkim? I sama też tak często myślę. Tyle kobiet w najprzeróżniejszych warunkach nosiło i rodziło swoje dzieci, że nie ma co tego mitologizować. Cieżko fizycznie pracowały przez całą ciążę. Rodziły tak, jak wygodniej było lekarzom i akuszerkom. I jakoś ten świat idzie do przodu...

Mówi się, że ciąża to nie choroba. I tak. Jednak mimo wszystko jest to stan specyficzny. Z wielu rzeczy trzeba zrezygnować. Nawet kąpiele w wannie są niewskazane. Trzeba łykać przerożne minerały i witaminy, a organizm też ma coraz trudniej i musi temu sprostać. Owszem, nie jestem chora. Ale działam ze trzy razy wolniej, niż normalnie. Szybciej się męczę. Regularnie dokucza mi ból głowy. Moje rozkojarzenie sięga granic ludzkiej tolerancji. Pamięć szwankuje...

Wierzę, że okres prenatalny ma olbrzymie znaczenie dla każdego człowieka. Jestem przekonana, że poród jest jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu tak dziecka, jak i jego matki. Skoro mam warunki, żeby zadbać o jakość tego czasu - tylko mogę dziękować losowi za taki dar i jak najbardziej powinnam go wykorzystać.

Z każdym dniem czuję coraz bardziej narastającą wieź między nami. Ten kilkunastocentymetrowy człowieczek już słyszy. Wczoraj poczułam pierwsze kopnięcie. Jestem inkubatorem całkowicie odpowiedzialnym za jego teraźniejszość i przyszłość. Nie mogę się doczekać chwili, w której go zobaczę, dotknę, pocałuję.

Gros jest w tym wszystkim ze mną, a jednak stoi obok. I trochę żal mi, że nie poczuje w sobie rosnącego życia. Bo to jest naprawdę piękne i poruszające...


skomentuj (4)





2010-01-27 18:02:24

ecie plecie


Z wielkim okrągłym brzuchem, ukrytym pod białym swetrem P. wygląda jak śniegowy bałwan. Mamy wspólny temat i trochę go eksplatujemy. Dowiaduję się, gdzie są fajne hurtownie. Zwierzam się, że nie rozumiem o co chodzi z tym zamawianiem położnej, a P. mówi, że ona już wie i mi wytłumaczy. Po czym rozpoczyna opowieść która kończy się konkluzją: położna potrzebna, żeby łatwiej było dostać się do szpitala. Tyle w sumie wiedziałam....

Wieczorem jest u nas J. Fakt - wspominał kiedyś, że żona w ciąży. My wtedy nabraliśmy wody w usta, ale potem Gros i tak się wygadał. Wiem, że robili USG u mojego lekarza. Pytam
- co macie w brzuchu?
- cipkę
- odpowiada prosto z mostu J.

No i jest jeszcze B. która termin miała chyba z tydzień temu. B. mieszka na wsi pod Wrocławiem, a jej mąż pracuje w Poznaniu. Powiedziała, że skupia się, żeby urodzić w weekend, bo wtedy mąż będzie w domu i będzie miał kto zawieźć ją do szpitala. Minął jeden weekend, drugi - i nic. Dziś stwierdziłam, że mały ma swój rozum - w brzuchu ciepło, co będzie pchał się na taki mróz? Nawet mój samochód zapadł w zimowy sen. Gros próbuje go rozbudzić, ale marne ma wyniki.

Szczęśliwcy uciekają do ciepłych krajów. Wczoraj Just zadzwoniła, że jest w drodze na lotnisko i jedzie na Teneryfę. Kupili jakieś bilety w promocji. Podróż - bagatela - 26 godzin, z dwiema przesiadkami. Ale warto dla kawałka słońca i zieleni. Gdyby nie to, że lot za bardzo mnie stresuje, a staram się dbać o bąbla, sama dałabym stąd dyla.

Wymyśliłam jednak plan minimum - kupię tulipany i będę udawać wiosnę. Trzeba tylko zmusić się do wyjścia z domu...


skomentuj (0)





2010-01-23 21:59:50

i jeszcze...


...aż się boję, że wszystko pryśnie. Jest tak dobrze, tak idealnie... Jak uwierzyć, że to prawda? Że dostałam od życia w prezencie taką miłość prawdziwą i spełnioną? Że kocham bezwarunkowo. I tak samo jestem kochana. Że te wszystkie wady i złości - mieszczą się w naszym uczuciu i wcale nie podgryzają mu korzeni. Że oddałabym za niego duszę. Takie rzeczy zdarzają się naprawdę?

Co jakiś czas więc dopadają mnie czarne myśli, że Go stracę na fali wrednego nieszczęścia.

Precz kruki! Precz!


skomentuj (1)





2010-01-23 21:26:29

babel i afonia


oko w oko

dłoń w dłoń

w tych oczach i w tych dłoniach najpiękniejsze wyznania. Bez słów. Kąciki ust lekko unoszą się do góry. Spojrzenie wędruje po twarzy, omiata dłonie, ucieka w głąb. Bez końca i bez początku. Zanurzenie w dopełnieniu. W końcu zasypiam.


-------------

Budzę się po jakimś czasie i jak zwykle: ciasno, duszno, niewygodnie, nie mogę znaleźć miejsca, wszystko uwiera. Jak co noc. Mam już dość. Ciskam się i rzucam. Biję to niewygodne łóźko
- ciiiii.... wstań, przejdź się
wychodzę wściekła z pokoju. Wściekła na tę noc i na moje ciało, które takie zrobiło się kanciaste, nieprzyległe. Kiedy wracam, On leży po mojej stronie
- chodź, zamienimy się miejscami. Przytul się do mnie.
Wtulam się w to ukochane ciało i nagle wszystko jest jak trzeba. Jak bym zasypiała w łabędzim puchu. Egoistycznie zapominam, że Jemu teraz jest niewygodnie. Zasypiam utulona przez mojego Anioła i wreszcie śpię spokojnie do rana.


skomentuj (0)